RSS
sobota, 14 listopada 2009
zakupy
Nie żeby to jakieś pierwsze zakupy dla Tymka były, o nie. Ale pierwsze takie poważne i takie, że Ikea powinna nam dać rabat niezły bo zostawiliśmy jej całkiem pokaźną sumkę...Ale to pierworodny przecież!!!
I już siedzę jak na szpilkach, by to łóżeczko mąż mój po meczu skręcił, by się głowić gdzie będzie stało, jak będzie wygodniej, korzystniej. I myślami jestem już przy Tymku ryczącym wniebogłosy w tym łóżeczku, przy tej zasiusianej pościeli i upaćkanych ubrankach.
A potem widzę nas na podłodze w salonie, Tymek na niebieskim kupionym dziś kocyku, i my obserwujący z uśmiechem każdy jego ruch, grymas i Toro śliniący dziecięce zabawki, obwąchujący naszego Synka i łaszący się o pieszczotę do Pani...Widzę to, naprawdę widzę. I nieważne ile wyrzeczeń , nieprzespanych nocy, trosk i stresu ma mnie to kosztować, pragnę tego całą sobą, każdą cząstką mojego serca tak bardzo gotowego na macierzyństwo i choć czasem przed snem dopada mnie strach, że sobie nie poradzę, bo pies porąbany a ja rozhisteryzowana a kasa na drzewach nie rośnie, to pukanie w brzuchu szybko mnie uspokaja. Bo jeśli Miłość nas nie uratuje przed kompletnym szaleństwem to co?
A Miłości ci u nas dostatek. Kłótnie z mężem zdarzają się tak często jak wygrana naszej reprezentacji w piłkę nożną i trwają tyle co słoneczne dni w listopadzie tego roku. Może dorośliśmy trochę, może czujemy że nie warto? A może ta radość nas tak uskrzydla?
No i Miłość do naszego czworonoga, którego nie kochać nie sposób, bo jest chyba najsłodszym choć może i najgłupszym psem na Świecie. Taki drugi"synek":)))
18:28, naufrago
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 listopada 2009
ja pierdziu
Siedzę na tym durnym zwolnieniu. Tęsknię za pracą. Tęsknię za ludźmi z pracy. Tęsknię nawet za koniecznością wstania rano i wyjścia z domu na wiatr i deszcz. Mam mini depresję z powodu siedzenia w domu.
I kolejny raz wybawieniem staje się pies. Pomerda, obślini, łeb ufnie złoży na kolanach i lepiej mi się robi.
W zasadzie to mam już plan działania. Chałupa się przez pracoholizm trochę zapuściła, będzie co sprzątać przez najbliższe trzy miesiące.
A cud nad Wisłą to nic w porównaniu z tym, iż pies mój dziś na widok labradora - czytaj: potencjalnego kumpla do mega wypasionej zwariowanej błotnej zabawy - przysiadł i poczekał aż do niego podejdę i zapnę mu smycz, bowiem pogoda raczej nie sprzyjała kąpielom błotnym, zwłaszcza jeśli ciężarna kobieta jest sama w domu i musiałaby załadować 35kg ubłoconej masy do wanny a w najgorszym razie do pralki. Normalnie omal się nie zadławiłam ze zdziwienia i radości. To pierwszy raz w dziejach pobytu naszego kudłatego czarnucha w naszym domu kiedy taka sytuacja nastąpiła. Zazwyczaj wygląda to tak:
Labrador nasz radośnie biega bez smyczy po polnej drodze, zbliża się człowiek a z nim pies. Nasz Toro przysiada, ja krzyczę stanowcze "zostań" i biegnę machając smyczą i już już chwytam go za obroże, a on pędzi kilka kroków naprzód po czym przysiada i.... sytuacja powtarza się kilka do kilkunastu razy po czym pies nasz dopada przyjaciela by z nim pohasać - dobrze, gdy koleżka jest nastawiony przyjaźnie, gorzej gdy kończy się pogryzieniem dupy Toro jak to miało miejsce w przypadku owczarka kaukaskiego.
W nagrodę za dzisiejszą wspaniałą postawę pies nasz otrzymał nagrodę po przyjściu do domu. Jaką zapytacie? Nie ucho świńskie, nie raciczkę, nie kość wędzoną - te wszystkie przysmaki już znamy. Dziś postawiliśmy na coś extra - penis wołowy. Dacie wiarę?:)))))
21:26, naufrago
Link Komentarze (3) »
wtorek, 10 listopada 2009
613 gram
Tyle waży nasz Synek. Tak bezwstydnie rozłożył nogi od razu na początku badania, że nie było już żadnych wątpliwości:) Jest zdrów jak rybka, ma wielkie stopy i za chiny nie chciał pokazać do kogo jest podobny, zasłonił twarzyczkę rączkami i tylko ucho nam pokazał...A na koniec założył nogę na nogę i tak się bujał na naszych oczach.
Widok ten jak każde spotkanie z Synkiem wywołał u mnie łzy, powoli nie mogę się doczekać jego przybycia na ten świat. Póki co wtulam się w przygotowane dla niego ciuszki i słucham jego pukania.

17:55, naufrago
Link Komentarze (5) »
piątek, 06 listopada 2009
wolność
Od dziś jestem na zwolnieniu. Tak. Mąż mnie zmusił. Nie wiem kiedy mu to wybaczę, ale przyznam, że zakup nowej torebki trochę poprawił mi nastrój.
Bo co ja teraz ze sobą zrobię? Jak mam wstać rano nie przekopując poprzedniego wieczora całej szafy w poszukiwaniu czegoś w co się jeszcze zmieszczę? Albo co ze sobą zrobię gdy mąż będzie w pracy i nawet mój kundel mnie oleje zajęty drzemką? Na szczęście zapuściłam trochę mieszkanie więc może zajmę się sprzątaniem wszystkich kątów?
A co jak mi się nie zechce? Nie będę już miała wymówki, że jestem zmęczona po pracy i nie zdążyłam sprzątnąć przed nocą...
Ale zdaję sobie sprawę, że Tymkowi nie w smak była jazda środkami transportu z kichającymi, kaszlącymi, rzężącymi ludźmi. Lepiej mu z pewnością zrobi ruch na świeżym powietrzu, o co z moim labradorem nietrudno.
A plusy swoje sytuacja obecna też ma. Mniej stresów, więcej polegiwania na kanapie, więcej czasu dla czworonoga no i męża, bo do tej pory zasypiałam o 20, a dzięki drzemkom w ciągu dnia może nawet wytrzymam by obejrzeć z nim film lub rozegrać partyjkę w kości...
A najważniejsze, że przez długi czas nie usłyszę przykazań Jakże Mądrych Koleżanek z Pracy, Które Mają Dzieci i zgodnie twierdzą:
1. Przy niemowlaku nie ma czasu wyjść do toalety (cytat: "Kiedyś zsiusiałam się w majtki")
2. Zapomnisz jak ma na imię twój mąż, będziesz na niego wołać Podaj Przynieś Wynieś
3. Rozciągnięte dresy staną się najlepszym strojem na wszelkie okazje
4. Kąpiel będziesz brać raz w miesiącu i to w wodzie po mężu bo szkoda czasu na nalewanie nowej
5. Nie będziesz miała czasu zjeść.
6. Słowo seks będziesz znała tylko ze słyszenia - ze względu na serial Seks w wielkim mieście
7. Dom zarośnie ci brudem
8. Znienawidzisz psa, bo kto to widział mieć dziecko i psa
9. Będziesz marzyć o ucieczce z domu
10. Depresję masz jak w banku

Już pisząc to śmieję się pełną gęba i nie mogę się doczekać. A na depresję dobry jest deprim podobno, więc może dam radę...

13:20, naufrago
Link Komentarze (4) »
wtorek, 03 listopada 2009
po męsku
Skończyliśmy dziś 23 tydzień ciąży. Szok!
Pytam męża, który nie należy do 90% (he he) katolików w naszym kraju:
-  A co będzie jak Tymek kiedyś przyjdzie i powie ci, że chce zostać księdzem?
- Jak to co? - mój małżonek - Zabiorę go do burdelu!
Proste? Proste. I co tu dużo kombinować
17:35, naufrago
Link Komentarze (4) »
i z lewa i z prawa i pod pępkiem
Tak kopie nasz syn. Normalnie daje ostro, wywołując tym u Matki czyli mnie ataki śmiechu i radości. Pomijając fakt, że cały czas właściwie jestem uśmiechnięta i radosna. Stuka tam i puka, widzę, jak mi brzuch podskakuje a mąż podskakuje z zaskoczenia gdy Mały da mu porządnie znać od wewnętrznej strony.
Pies częściej niż zwykle kładzie mi łeb na brzuchu, w zasadzie robi tak cały czas, i patrzy mi w oczy z jakimś takim wyrazem błogości...Chyba i on czeka na kolejną osobę do wylizania:)
A mi z tym tak błogo i cudnie...
Synek nasz żywi w ogóle po mamusi wielką miłość do słodyczy, po obiadku trochę hopsa, ale dostawa kisielku, czekoladki, dżemiku i tym podobnych wywołuje u niego akrobacje cyrkowe.Oby nie był pulpecikiem, bo mama sobie nie wybaczy...
A mąż mój oprócz tego, że zawsze był wobec mnie nadopiekuńczy to teraz stał się histerycznie nadopiekuńczy. W ciągu dnia dostaję setki telefonów i smsów z pytaniami typu:
- czy nikt na Ciebie nie nakaszlał w autobusie
- czy nie zawiało cię w tramwaju
- czy pies nie szarpał cię na spacerze
- czy masz czapkę
- czy zjadłaś kanapkę/obiad/jabłko/jogurt
- czy leżałaś choć trochę w ciągu dnia
- czy nic cię nie boli
- czy musisz wychodzić z domu
- czy uważałaś przy przejściu przez jezdnię
- czy wzięłaś leki
- czy wszystko ok???????

I tak w koło Macieju. Czy ja jakaś niepełnosprytna jestem? I gdybym ja jeszcze jak w jeden z dziesięciu mogła odpowiedzieć tylko na co dziesiąte pytanie...Ale nie. Wszystkie są tylko dla mnie. Ech. Stwierdziliśmy zatem z mężem że naszemu dziecku robimy krzywdę, bo matka histeryczka i ojciec nadopiekuńczy histeryk to jednak dość dużo jak na jedną niewinną istotę ludzką.
15:50, naufrago
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 października 2009
spowiedź
No to dziś jak na spowiedzi. W końcu na własnym blogu może się człowiek trochę wywnętrzyć nie?

No bo tak.
Kiedy marzyłam o Maleństwie pod sercem, o ciąży, o tym cudownym stanie, chciałam wierzyć że gdyby nam się udało to zniosę wszystko dzielnie i z radości i iskrą w oku. Jakiś taki plan powzięłam, cel sobie postawiłam. No to mam. Nie mogę się nikomu w realu pożalić bo mi nie wypada, zresztą wstyd by mi było, bo jako superheroina nie mam prawa do słabości. Zawsze dużo wymagałam od siebie i od innych. No i teraz wiję się i skręcam by coś pomarudzić, ale nie wypada. Więc nie marudzę.
Ale wam powiem w sekrecie, że nie daję rady pracować. Ciężko jest mi dojść do autobusu, wywalczyć miejsce,przesiąść się na tramwaj, potem dojść do miejsca pracy, pochodzić w pracy po schodach, kilka razy biegać do toalety, nie mieć czasu na herbatę gdy bardzo chce mi się pić...
A potem powrót do domu autobusem, w którym nikt nie ustąpi mi miejsca, nawet się nie dziwię, nigdy się tego nie spodziewałam, zakupy po drodze do domu, spacer godzinny z psem, ogarnięcie mieszkania, gotowanie obiadu dla siebie samej bo mąż w pracy się stołuje,3 razy w tygodniu zajęcia prywatne z małolatami co się w szkole nie uczą, i powrót do domu, obmyślenie garderoby na następny dzień, pakowanie torby , czasem jakieś pranie... Nie chcę tu wyjść na cierpiętnicę, bo sama tego chciałam i nie żałuję, i wiem, że niektórzy mają o wiele trudniej, ale zastanawiam się czy nie pozwolić sobie na tę słabość by pójść na L4. Lekarz nawet ostatnio to sugerował, ale ja się żachnęłam i pomyślałam że JA????? Heloł????!
A teraz siedzę i dumam. Brzuch mój jest duży, nie mieści się w żadne ładne ciuchy, ciężko mi wiązać sznurówki, a wstawanie o 5.40 choć nie jest wielkim problemem, daje w kość. Zastanawiam się. Kusi mnie to trochę, ale boję się że to jeszcze bardziej naruszy moje poczucie własnej wartości. Bo to, że się nie poddaję łatwo, że jestem ambitna, nie choruję i nie chodzę na zwolnienia w pracy, zawsze podbudowywało moje ego. A teraz co? Przecież ciąża to nie choroba!

Oj Tymku, Tymku, matka - wariatka...
17:38, naufrago
Link Komentarze (5) »
czwartek, 15 października 2009
zakup
Kupiłam sobie ogrodniczki ciążowe. Na przodzie czyli brzuchu mają narysowanego uśmiechniętego bobasa -taki Tymek, no. I stoję przed lustrem, oglądam się i uśmiecham. I ludzie w sklepie na ten widok też się uśmiechali. I czuję się taka spełniona, taka szczęśliwa...Wreszcie mój cud się urzeczywistnia.
I wiem już teraz że warto było czekać, że to co czuję w brzuchu warte było każdej łzy, każdego wycia w poduszkę, poczucia niemocy i beznadziei. I mieli rację ci, którzy mówili, że jeszcze będę szczęśliwa.
Czuję się matką. Już teraz. I rozpiera mnie duma, radość, mieszanka niesamowitych uczuć.
I te spodnie, choć cholernie drogie, też były warte swojej ceny. Dały mi poczucie wartości.
I oto stoję przed lustrem Tymku i cierpliwie czekam tu na Ciebie. Bo choć taki mały, już jesteś dla nas całym światem...
19:28, naufrago
Link Komentarze (5) »
środa, 14 października 2009
wieej wietrze wieej
Była kiedyś w podstawówce taka piosenka o latawcach...Śpiewam ją teraz Tymkowi i myślę , że niedługo mnie skażą za to że wywołałam te wichury na Pomorzu...
Nawet się nie dziwię, że ludzie mają depresję, bo jak wyjrzę przez okno...Nawet mój pies chyba popada w takąż bo dziś na przykład odmówiłam mu spaceru - bałam się że z takim balonem jakim jest mój brzuch możemy odlecieć mimo obciążenia tego 30 kilowego czarnosierściucha.
No więc siedzę sobie w ciepłym domku - prąd jak widać jeszcze mam i nawet GPEC nie zawiódł i dostarcza mi ciepło.
Siedzę i myślę, jak mi dobrze. Jak błogo i radośnie. Pod serduchem moim fika od czasu do czasu mały człowieczek, pod nogami leży wielkie ciepłe cielsko psa, w ręku kubek z ciepłym mlekiem...I zastanawiam się jak to będzie za jakieś pół roku. Jak zwariuje nasze życie, jak przyspieszy i zawiruje. Czy będziemy mieli z moim mężem czas by spojrzeć na siebie, poświęcić sobie trochę czasu, przytulić i być dla siebie, czy już zawsze nasze życie będzie się kręcić tylko wokół Małego...? czasem jestem spokojna bo wiem że nasza miłość da radę, a czasem ogarnia mnie strach, że inni też tak myśleli, a teraz nawet się nie zauważają...Chcę jednak wierzyć, że znajdziemy dla siebie czas na przytulenie, buziaki i pogaduchy pomiędzy kąpaniem, przewijaniem, karmieniem i uspokajaniem. Wierzyć w to będę az się sama przekonam:)
A póki co Tymek budzi mnie w nocy jak nie bólem kręgosłupa to parciem na pęcherz lub skurczem łydek. I kocham to nocne wstawanie, wcale mi nie przeszkadza. Jest taką namiastką tego co mnie czeka, wiem.Nie boję się nieprzespanych nocy. Boję się czy będę dobrą mamą. Nikt nie prowadzi kursów na ten temat, a szkoda. Ale wierzę że wrodzony instynkt mi podpowie. Dałam sobie radę z wieloma rolami w moim życiu, może i teraz nie zawiodę sama siebie i naszego dziecka?
A jakby co to numer telefonu do rest mam pod ręką...:)))
15:23, naufrago
Link Komentarze (1) »
piątek, 09 października 2009
raaaaaaaaadość
Jestem. Byłam. Mam. Pewność, że jest ok. Widzieliśmy dziecię, machało nóziami, kopało maminkę, podciągało kolanka a potem ułożyło się do snu.
Więc to prawda, wszystko jest dobrze, cudownie. Ze stresu nieomal zgasiłam doktorkowi światło w gabinecie i położyłam się "do góry nogami" na leżance.Ale uspokoił mnie najcudowniejszym w świecie obrazem. Obrazem naszego dziecka, które ma straasznie długie nózie i wpycha mi owe kończyny w różne wrażliwe miejsca gdy za długo stoję w tramwaju. Bo to co czułam to jednak chyba jest to.
Serducho dzidziowi biło jak dzwon.Wzruszyłam się, z radości chciałam zrobić fikołka w gabinecie.
I wiecie co? Będzie Synek. SYNEK SYNEK SYNEK SYNEK SYNUŚ SYNECZEK SYNUNIO SYNIO. Tak jak marzyłam i pragnęłam.
Kochamy Cię, Tymciu
18:59, naufrago
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
www.flickr.com