|
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
rozmowy nasze codzienne
Ja i mój dwuletni Syn ostatnio mamy duużo czasu na rozmowy bo wciąż przebywamy razem. W związku z tym rozmawiamy ciągle i o wszystkim. Ku pamięci muszę sobie kilka zapisać... Ja: Ojej, jeden z puzzli zaginął, a to kłopot... Syn: Nie martw się Mamusiu, później z Tatusiem, poszukamy... Ja:Czemu się smucisz? Syn: Panu rączka odpadła. Tatuś naprawi, umie tatusiek Ja: Wypijemy syropek? Syn: Paskudne lekarstwo... Ja: Uważaj! Syn: Psia kupa! Piesek zrobił. Dziadek robi kupę na sedesik. I babcia też.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
angielskie słowo na f
Rok 2012 jest dla mnie katastrofą. Porażką. Makabrą. Dnem. Dołem. Pewnie rokiem, w którym zacznę brać antydepresanty albo się rozwiodę, albo zostawię psa przywiązanego w lesie do drzewa, na szczęście ma czipa, więc policja mnie odnajdzie i wsadzi do więzienia. Styczeń - a dokładnie 1 stycznia - wirus jelitówki. Powolne konanie w kiblu dla całej moje rodziny. oprócz tego inne duperele. Luty - choroba dziadka, zapalenie oskrzeli nas wszystkich, z lekka zrypany urlop z tego powodu. Marzec - śmierć dziadka, problemy z nianią, wielkie kłótnie domowe, groźba rozstania, chory pies, odejście niani, próba przedszkola, stres, choroby, pies zranił się w nogę, pies na antybiotyku i innych kosztownych lekach,pies musi do psiego okulisty - no żesz ja cie... Kwiecień - 12 dni gorączki Syna do 40 stopni, 4 lekarzy, 2 razy izba przyjęć, w końcu 5 dni w szpitalu - mononukleoza, mój rotawirus i zalecenie by nie chodził do przedszkola. Dobra. Przez miesiąc ok,ale co dalej. Mamy obie wykluczone. Albo pracują zawodowo 500 km stąd albo zajmują się swoimi schorowanymi mamami. Ciotek brak, niani też.Jesteśmy sami. Powinnam zrezygnować z pracy. Dla dobra mojego dziecka. Dla jego zdrowia. Powinnam to zrobić bez wahania. To dlaczego chce mi się wyć? Bo nie jestem dobrą matką. Jestem egoistką, paskudną, beznadziejną. Bo chciałabym żyć też dla siebie, wyjść codziennie umalowana, na małym obcasie, pachnąc Hugo Bossem. W sumie Anna Mucha nawet na macierzyńskim wygląda kwitnąco i zarabia miliony ale ja nie jestem nią. Chciałabym mieć chwilę dla siebie, poza domem, pobiegać z psem po łące , po sklepach. 2 tygodnie Tymka w przedszkolu to jeden z najcudniejszych okresów. On radosny, zdołał w tak krótkim czasie nauczyć się od pań i innych dzieci tak wiele, ja spokojnie po pracy z psem na dłuuuugaśny spacer, spokojny obiad a potem po Syna i z nim radosna i stęskniona na boisko, plac zabaw, domowe zabawy.Miodzio.I wszystko się rypło. Co robić? Kocham moją pracę, choć nie zbawiam świata i nie zarabiam jak ..., ale czuję się potrzebna, i to jest mój świat, tylko mój. Bez pieluch, mleka i bajki o Tomciu Paluchu. Poradźcie. Może znacie kogoś z dzieckiem z mononukleozą, może jeśli ktokolwiek tu zajrzy, coś mi doradzi? Proszę... Czasem nie wierzę, że życie może się tak łatwo tak spieprzyć...
środa, 14 marca 2012
urodziny numer 2
Na spokojnie, w domu, tylko nas czworo (nie zapominajmy o psie). Jakoś po ostatnich wydarzeniach nie ma nastroju na wielką fetę, choć taka całkiem spora odbędzie się, tylko, że w weekend bo urodziny w środ mają się nijak do imprezowania, zwłaszcza jeśli się nie jest wolnym ptakiem. Nawet się cieszę, że tak na spokojnie. Zadumałam się nad tym naszym Synem i pomyślałam jak by to było gdyby go nie było...i nie mogłam sobie tego wyobrazić. Mimo wielkiego wysiłku jaki włożyłam w to by był taki jaki jest i pewnie włożę go jeszcze więcej, nie wyobrażam sobie mnie bez niego. Nas bez niego. Jest wielką radością, spełnieniem moich marzeń, uskrzydla mnie, daje mi siłę, wiarę, energię. Napędza mnie do życia. Dzięki niemu chce mi się chcieć.Pokazuje mi jasne strony świata, to, że dźwig na budowie jest cudowny a znalezienie okruszka na dywanie napawa dumą, bo to ja znalazłem! Jestem wdzięczna losowi za wiele, ale nasz Syn jest .... po prostu niewyobrażalnym szczęściem.Kocham go całą sobą. Dziś dotarło do mnie jak ona szybko rośnie i jak czas ucieka i że nigdy nie wróci to co teraz. Nie spał jeszcze, wyjęłam go z łóżeczka i przytuliłam. Usiadłam z nim na kolanach, tuliłam i dotarło do mnie że trzymam w ramionach to co najcenniejsze dla mnie.I było zupełnie jak ponad dwa lata temu. On i ja - jedno. Tylko, że teraz nie łączy nas pępowina, ale ogromna niewyobrażalna miłość. Cały dzień za nim biegam pytając "kochasz mamę?"- cały dzień ucieka krzycząc głośno "nie!" i śmiejąc się jak wariat. Wieczorem przytula się i szepcze:"kocham mamusię, bajdzo..." Nie chcę nic więcej
poniedziałek, 05 marca 2012
żal
To niesprawiedliwe. Przykre. Bolesne. Zabierać człowieka tuż przed jego urodzinami. Tuż przed urodzinami jego pierwszego i jedynego prawnuka. Zabierać w sposób tak bolesny i okrutny. I zarazem tak nieoczekiwany. Będziemy pamiętać, dziadku. Kochać, tęsknić i pamiętać.
sobota, 25 lutego 2012
rozczarowałam się
Sama sobą. Myślałam, że jestem silniejsza, mocniejsza. Jestem cienias. Kiedy jeszcze nie miałam na horyzoncie faceta marzeń, myślałam, że będę miała 3 dzieci. To taka optymalna liczba, nie za dużo nie za mało, a jednak już wesoło. Kiedy poznałam mojego obecnego męża nic się w tej kwestii nie zmieniło. Kiedy nam nie wychodziło powołanie na świat potomka, zredukowałam myślenie do 1 dziecka - bo jak nam się uda to przecież i tak cud! Kiedy nosiłam Tymka pod sercem, powróciły myśli o 3 - bo przecież marzenia się spełniają... Dziś myślę, że Tym będzie jedynakiem. A ja może wyrodną matką, bo wychowam go na egoistę, samoluba, dziwaka. Wielu jedynaków, których znam jest właśnie takich. Ale równie wielu jest wspaniałych, dobrych, dbających o innych, mających wielu prawdziwych przyjaciół. Po prostu nie mam siły na drugie dziecko. Nie mam siły na wstawanie po kilka razy w nocy, spanie 3 godziny na dobę, rezygnowanie ze wszelkich swoich planów, zamierzeń, zamartwianie się dlaczego nie je, ile jeszcze będzie kaszlał, kiedy zacznie sikać na sedes... Nie mam w sobie tyle cierpliwości ile bym chciała. Nie biję mojego dziecka, nie krzyczę na nie, ale czasem biegnę do łazienki by się wypłakać. Nie radzę sobie z natłokiem obowiązków, z tym, że jestem z nim sama (po pracy) prawie codziennie do 20 - bo tata pracuje. Do rozpaczy doprowadza mnie fakt, że Mały w nocy woła tylko Tatuś, a po moim powrocie z pracy nie chce biec do mnie lecz wtula się w nianię. Przecież wracam o 13.30, tylko raz w tyg nie ma mnie do 17, nie jestem matką wieczorną i weekendową. Staram się zapewnić mu interesujące zabawy, poświęcam mu prawie każdą chwilę, którą spędzam w domu. Nie dosypiam, nie dojadam, jestem dla niego. A i tak czuję się jak szit. Jestem byle jakim pracownikiem, byle jaką matką, okropną żoną. Że nie wspomnę już jaką jestem opiekunką psa. Może doła po prostu załapałam,ale samoocena mi spadła na dno. Nie umiem odzwyczaić dziecka od smoczka choć ma już 2 lata, nie umiem go nauczyć by wołał siku, jestem do niczego. Matki wielu dzieci - jesteście bohaterkami!!!
poniedziałek, 20 lutego 2012
czas wreszcie coś napisać
Bo życie minie, a ja zupełnie zapomnę co się ze mną działo. Blog służy mi głównie do wspominania. Wspomnienia w mojej głowie tak szybko się zacierają, że żal mi, że tyle umyka.Tylko blog mnie ratuje przed zapomnieniem o samej sobie...:) Bilans ostatnich 2 miesięcy: - zepsuty komputer a z nim zaginiona cała moja ciężka praca ostatnich 8 lat - nowe buty - nowa torebka - stary mąż, któremu serio starość zagląda w oczy bo co chwila mu coś dolega - śmierdzący pies (czy on zawsze tak śmierdział ????) - wspaniały Syn, który nie lubi zasypiać, choć zawsze chwaliliśmy się że 3 minuty i po sprawie, ale za to mówi mówi mówi, układa puzzle, maluje, buduje garaż, wkręca śruby z Mańkiem Złotą Rączką i wszedł w okres "wstydzę się wszystkich, tylko przy mamie i tacie jestem bezpieczny" - super urlop, podczas którego naprawdę wyyyyypoczęłam - Spa, pedicure, masaż, sauna, basen i wino uhuhuhu! A ponieważ pogoda piękna,aż się chce życ to słucham w kółko i od nowa Michela Telo czyli największej szmiry ostatnich miesięcy - no co ja zrobię, że lubię kicz? W książce kucharskiej Nigelli najbardziej kocham rozdział "trochę kiczu", pozostałe już mnie tak nie rajcują. Uwielbiam czytać kilka razy tę samą książkę,(na wszelki wypadek mam w domu 3 egzemplarze "Dzieci z Bullerbyn", zaglądam na Pudelka, uwielbiam filmy z Jennifer Aniston, sama piekę muffiny i ciastka owsiane, lubię spać w wełnianych skarpetkach i nawet Sylwia Grzeszczak mi w radiu nie przeszkadza...No to jeszcze raz "ai se eu te pego".....tralalalala!
sobota, 31 grudnia 2011
mój syn się zepsuł
Tak totalnie, całkowicie, zupełnie nieoczekiwanie. Do tej pory uważałam, że mam jakieś niewyobrażalne szczęście, bo dziecko czarujące i kochane, chociaż były trudne momenty, ale szybko o nich zapominałam... W święta wstąpił w niego diabeł. Tzn w dzień cacy cacy a w nocy - przez 3 godziny brak snu, opowiadanie, śmichy chichy, szaleństwo. Potem apogeum - brak snu całą noc, nie spał ani przez chwilę aż do 5 rano. Myślałam że się rzucę przez okno albo żelazkiem się poparzę z własnej nieprzymuszonej woli. Powrót do domu - i w nocy dziecko anioł. A w dzień? Wszystko na nie. Nie będzie spacerował, nie ubierze się, nie zaśnie, nie zje, nie zrobi siku, nie będzie się tym bawił, nie zaczeka, nie napije się, nie nie nie. Masakra. Powaliło mnie to. Wiem, że dojrzewa, rośnie, zmienia się, jest bardziej świadomy, ale to było jak skok na bardzo głęboką wodę. A ja pływać za bardzo nie umiem. Czuję że tracę grunt pod nogami i wyć mi się chce. I tak optymistycznie zaczynam Nowy Rok. Chyba, że go nie dożyję. Ale co tam, nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Wręcz przeciwnie. No to optymizmu wam życzę, sobie też i siły wewnętrznej do walki z przeciwnościami i zdroooowia!
piątek, 23 grudnia 2011
wesołych!!!!
Postanowienie noworoczne - pisać więcej. Póki co jest rok nadal stary więc bez wyrzutów piszę rzadko:) Pomiędzy gadaniem mojego syna - mówi wszystko i ciągle, powtarzając również moje "o rany, kurka wodna, a niech to ..."a włażeniem psa pod nogi, próbuję upiec pasztet i pierniczki. Gotowe. Pyszne - spróbowałam, choć taka jestem że lubię sobie odmawiać wszelkiego próbowania i zjeść dopiero podczas imprezy właściwej - z niecierpliwością czekając, ciesząc się jak dziecko, kosztując z namaszczeniem. Pakuję się, mam już siedem toreb, ale to nie wszystko. zawsze byłam nienormalna pod względem rzeczy "na wszelki wypadek" Wyjeżdżamy dopiero jutro, dziś nie da rady, dlatego apel - Polacy, jedźcie dzisiaj, będziemy mieli jutro spokój na trasie Warszawa-Gdańsk i pomkniemy jak strzała prześcigając Mikołaja. Mój Mikołaj w tym roku za późno się obejrzał i nie ma już tych wymarzonych portfeli - może i lepiej. Po co komu portfel, jak nie ma co w nim nosić, bo całą kasę na święta wydał???:))) Mój syn ma mnóstwo śmiesznych słówek w swoim słowniku: - abusiu - dzikaka - dziukeke - mekekej (kolejno: autobus, dziewczynka, dziękuję, mikołaj) A Maniek złota rączka uczy go hiszpańskiego. No to wesołych, spokojnych, bez pośpiechu, smacznych i pięknych po prostu Świąt Bożego Narodzenia życzę ja i moje trzy chłopaki:)
czwartek, 24 listopada 2011
zaduma nad życiem
Wczoraj fikając nogą i kręcąc bioderkiem w rytm muzyki podczas zajęć gimnastycznych mój umysł zaczął dziwnie pracować. Zrozumiałam, że jakoś mi tak dobrze... Żyję w wolnym kraju, prawie wszystko mi wolno, mam pracę,którą kocham - o co w dzisiejszych czasach nie tak łatwo..., dziecko, które jest spełnieniem moich wielkich marzeń o macierzyństwie, związek, który choć czasem trudny i burzliwy, to chyba jednak na solidnych podstawach, psa, którego sama wybrałam, wychowałam i pokochałam całym sercem, sudoku, które uwielbiam zwłaszcza przed snem, własny rower, o czym zawsze marzyłam, całkiem zgrabne nogi, krzywy nos, który zaakceptowałam,czas, żeby wyjść na kawę z koleżanką i gimnastykę by zadbać o siebie... Żyję tak, jak chcę żyć. Bez mamy piętro wyżej, bez księdza z ambony, w pośpiechu i stresie, ale mimo wszystko chce mi się wstawać co rano - a to chyba już i tak bardzo wiele. Chce mi się nawet wstawać do ryczącego malucha w nocy - choć przyznaję, nie zawsze... I choć po urodzeniu Syna doba skurczyła się niemożliwie, to teraz mój czas wykorzystany jest maksymalnie i najlepiej jak potrafię. Znam na pamięć wszystkie wiersze Brzechwy i Tuwima, bajki polskie i obce, potrafię prowadzić jedną ręką dziecko, a drugą 40kg labradora, zatem idzie mi nieźle... Jakieś takie spełnienie chyba czy co? I choć bywa mi źle jak dziś, bo ponuro i buro, to zauważam detale. Chyba się tego nauczyłam. W lipcu miałam zabieg w szpitalu. Czekając na podanie narkozy i moją kolej (około 3 godziny) czytałam spokojnie "Annę Kareninę" i relaksowałam się na szpitalnym łóżku. Kobieta obok - w moim wieku, czekała na ten sam zabieg. Rozhisteryzowana, trzęsąca się. Zapytała, jak mogę być tak spokojna, wyluzowana, czy ja w ogóle rozumiem to co czytam???? I wtedy dotarło do mnie, że mogę . Już umiem, potrafię. Nauczył mnie tego najwspanialszy na świecie Syn, jego przyjście na świat, które było jak dla mnie cudem, nauczył mnie mój mąż - opoka, z którym syn podczas zabiegu został w domu. Spokojnie pomyślałam o tym, że gdybym się nie obudziła z narkozy, to wiem że dadzą sobie radę. Że mój mąż da radę wychować nasze dziecko tak, jak ja zrobiłabym razem z nim.
sobota, 05 listopada 2011
wyrzut sumienia
Wielki jak Jezioro Bajkał Nie żebym tylko jeden wyrzut sumienia w życiu miała, ale ten doskwiera mi ostatnimi czasy najbardziej. Pies. Mój pies. Pies, którego wzięłam z dobrej hodowli, by go wypieścić, wychuchać, wychować. Moje oczko w głowie, moje pocieszenie, wybawienie z drobnej depresji. Moje hobby, moje wyzwanie, moja wielka miłość. Leży teraz z nosem w moich stopach, ze smutnymi oczami.Wierny, posłuszny, nieskarżący się. Potulny, pocieszny, wspaniały. I piękny do tego. Mam ogromne wyrzuty sumienia, bo obiecałam mu raj a daję jakiś średniej jakości czyściec. Od paru miesięcy zaniedbuję jego, jego spacery, zabawę. Brak mi sił, czasu, zbyt absorbujący jest syn, praca zawodowa, obowiązki domowe. I płakać mi się chce gdy w jego smutne ślepia patrzę. I wierzcie lub nie, ale płaczę czasem z powodu psa. Bo wiem jak bardzo mnie kocha, a ja jego, ale chwilowo nie mogę mu dać tego wszystkiego co bym chciała. Kiedy widzę jego ogon merdający ponad trawami to są to jedne z najszczęśliwszych chwil w moim życiu. albo gdy wraca padnięty po spacerze i wypija miskę wody i pada na pysk - nie podnosząc się do wieczora, to wiem, że to jest to, czego mu brakuje. Czasem nie mogę spać - myślę o tym, czy nie lepiej byłoby mu u kogoś innego - kogoś z ogrodem, kupą forsy i kupą czasu wolnego. Ale gdybym go oddała, serce by mi pękło. I nie mogłabym spojrzeć na siebie w lustrze. Przecież kocham go nad życie. I chcę wierzyć, że to jest najważniejsze - dla niego też. |
Archiwum
Zakładki:
Innych pisanie godne polecenia
|