RSS
niedziela, 09 października 2016
Kobiety...
Uuuuuuuuuu proszę ja was... Zawsze wiedziałam, że powinnam mieć drugiego syna. Dziewczynki są zbyt wymagające. Czy ktoś może mi pożyczyć instrukcję obsługi do córeczki?Bo ni w ząb nie kumam, dlaczego głównie kwęka, marudzi, płacze i nie śpi. Znaczy, jasna sprawa, potrzebuje bliskości, tęskni za przyjemnym domkiem w brzuszku, ale żeby aż tak?
Padam na ryj, podpieram się rzęsami - umalowanymi z córką na kolanach, żeby nie było że zaniedbana fleja - jedną ręką trzymam dziecię, drugą mieszam zupę, nogą rozwieszam pranie a drugą nogą podaję synowi plecak do założenia. Taaa. Nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale żeby aż tak ? (że się powtórzę)
Począwszy od porodu, uparta cholernica wyjść nie chciała. Poród był całkiem spoko, parłam jak ta lala, ale po 1,5 godzinie tego parcia neonatolog zasnęła w kącie sali porodowej, położna fajkę zapaliła, żeby Małą wykurzyć, zeszło się 5 lekarzy i 6 pielęgniarek, każdy przytrzymywał mi jakąś część ciała, żeby się lepiej parło, a ta córka wyrodna nie i nie. Na to wszystko przyszła Pani Profesor, Małej spadło tętno i ziuuu na cesarkę.
Ale to nie koniec przebojowości córki. Lekarka nie mogła jej z brzucha wyciągnąć - tak się zaklinowała - pewnie się tam łapami przytrzymywała, złośnica jedna - pani doktor cała się spociła, chociaż jak zapewniała na siłownię chodzi i łapska ma wytrenowane, ale w końcu się udało. A już się tak cieszyłam, że poród będzie ukończony, tak fajnie się zaczęło, wszystko szło dobrze, a tu klops...
No.
I teraz mój ryczący tobołek zapewnia mi różne atrakcje, otarłam się chyba o depresję poporodową, ale walczyłam pazurami i chyba przeszło. 
Mam w domu niezły kołowrót, ale daję radę, i nawet mam czysto ha!
W każdym razie ..."baby są jakieś inne..."
PS. Jako, że Młode pisklę urodziło się w tym samym dniu co Robert Lewandowski, to liczę, że w przyszłości będzie zarabiać tyle samo co on i zasponsoruje mamusi Dom Spokojnej Starości na Lazurowym Wybrzeżu czy gdzie tam... Jako rekompensatę, nie?
13:43, naufrago
Link Komentarze (3) »
czwartek, 04 sierpnia 2016
kto ty jesteś - prorok mały
W warzywniaku mówią: ''uuu jeszcze długo, brzuch nie opadł"
Spotkana na ulicy znajoma położna:"opadł, już niedługo"
Matka:"kiedy? Bo zaraz urlop kończę, nie mogłabyś już?"
Teściowa:"zaraz mam urodziny, nie bądź złośliwa, daj prezent "
Menel pod sklepem:"będzie chłopak, Pani ja się znam"
Menel w parku:"Widzę, że dziewczynka. Od razu poznaję. Pani nazwie Małgosia albo Agnieszka bo ładnie"
Lekarz:"nie wiadomo"
No i wszystko jasne. Słucham w tej chwili tego ostatniego, najmądrzejszego zdaje mi się. Na spokojnie podchodzę do daty, tak jak i on. Nie obchodzi mnie ile waży, choć inne "znajome z forum" znają chyba nawet kolor oczu dziecka, które jeszcze w łonie. Kiedy na suwaku ciążowym wybija im 36 tydzień to myją okna i biegają po schodach bo już przecież czas urodzić. No i z 16, które już urodziły, tylko 2 siłami natury. Masakra jakaś.
Ja się nie spieszę. Pewnie że mi ciężko wstawać 6 razy w nocy na siku i nie móc schylić się po skarpetkę. Żal mi, że nie mogę z synem na rowerze pojeździć, a psa musiałam chwilowo do teściów na urlop oddać, bo jest za silny i tęsknię za nim, że  aż płakać mi się chce. Pewnie, że nie mam czym oddychać i tak mi się chce wina, że mogłabym pogryźć z zazdrości każdego, kto podnosi kieliszek do ust. Ale wszystko ma swój czas. Po co przyspieszać coś, co biec musi własnym torem? Zwłaszcza, że to ostatnie chwile z moim synem - jeszcze-jedynakiem. Daję mu z siebie teraz najwięcej ile mogę. 6 raz czytam tę samą część Asteriksa i 182 raz rzucam frisbee. Takich chwil już nigdy nie będzie. Tak jak i ciąży. Raczej nie planuję kolejnej ze względu na wiek, brak jajnika i strach. Więc dlaczego mam skracać ten piękny czas leżenia na kanapie, wymówek, zachcianek i tony słodyczy, którą pochłaniam? Widocznie moje dziecko świetnie się czuje w moim brzuchu i wyjdzie kiedy uzna za stosowne.
Oczywiście nie mogę się jej doczekać. Wszyscy nie możemy. Boję się bardzo, by przy porodzie nic się nie wydarzyło i by okazało się, że jest całkowicie zdrowa. Nikt mi nie dał takiej gwarancji. I to jest to, czego się boję - odpowiedzialności za dziecko chore.
Ale czekam na nią i wierzę, że ze wszystkim sobie damy radę. 
Jestem silna, dla niej, dla nas, dla siebie. I oby mi tej siły nie zabrakło. 
I żebym przeć umiała, bo kurde tym razem się nie dam pociąć :-) 
15:37, naufrago
Link Komentarze (1) »
czwartek, 14 lipca 2016
skąd ja to znam...
Zaczęłam 9 miesiąc.
I znowu jest jak poprzednio, w pierwszej ciąży....Dobre rady zewsząd, po raz milionowy pytanie, "kiedy, jak się czujesz, czy się boisz, gdzie rodzisz, jakie imię..."
Nie kurka wodna, nie boję się. Pewnie, że się boję. Teraz jeszcze bardziej niż przedtem, bo mam więcej do ogarnięcia, jest starszy syn, mąż więcej pracuje, strasznie dużo to dziecko w moim brzuchu przeszło, stara jestem i nie wiem czy na 100% będzie zdrowe, a poza tym jestem po cesarce.
A co najlepsze porodówki tak przepełnione, że chyba już wolę w lesie jak ta Australijka z pudelka urodzić.
Noooo i jeszcze najlepszy tekst w każdym sklepie okolicznym:"oj brzuch się Pani obniżył, czyli to lada dzień" - dobre sobie. Brzuch odkąd tylko urósł leży mi prawie na kolanach, więc to chyba słaba oznaka zbliżającego się porodu.
Także tego, gadać każdy potrafi, ale do czynu przejść nie bardzo.
Jako, że jestem bardzo mobilna, biegam nadal zamiast chodzić, ogarniam cały dom, dziecko, obiady, zakupy, logopedę itp, a pracowałam do 31 tygodnia - tylko pies od tygodnia na wakacjach, więc ten obowiązek mi odszedł- ale nie stwierdzam specjalnego traktowania w ciąży.
1 raz w piekarni obsłużono mnie poza kolejnością
1 raz pan ochroniarz w Biedronce kazał mi podejść bez kolejki do kasy (przede mną było 10 osób, a ja miałam banany i płatki śniadaniowe, ceny ludzi bezcenne, mordercze)
1 raz ( w 8 miesiącu) facet podbiegł, żeby przede mną być przy parkomacie - żal mi jego kobiety
ani razu nie przepuszczono mnie w laboratorium w kolejce - nie żebym tego potrzebowała, ale miło byłoby odmówić
raz (byłam w 8 miesiącu)pani w dziale mięsnym powiedziała, że mnie nie obsłuży, bo otwierają od 9.00 - na moim zegarku była 8.57., cóż od tej pory tam nie poszłam więcej

I to naprawdę nie chodzi o to, że jestem świętą krową i należą mi się przywileje, nie oczekuję specjalnego traktowania ani zachwytów bo oto połasiłam się na 500+, chodzi o ludzką życzliwość. O to, by ktoś się uśmiechnął, zaproponował, a ja odmówię, bo czuję się naprawdę dobrze. O to by cholerni kierowcy przepuścili przez jezdnię gdy stoję przy przejściu, leje deszcz jak dziś, a ja w koszulce na ramiączkach, bez parasola, bo swój oddałam synkowi, żeby on nie zmókł.
Zawsze ustępuję miejsca w tramwaju, zawsze przepuszczam na pasach, zawsze przepuszczam w kolejce w Lidlu jak ktoś za mną ma 2 produkty. Serio. Taka głupia jestem.
Widocznie jednak moja karma krąży w powietrzu, może kiedyś się namyśli, żeby wrócić.
EEE tam brzuch do przodu i do boju! :-)
16:01, naufrago
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 czerwca 2016
sama się dyscyplinuję
Muszę chyba coś napisać...Bo potem mi Młodsze zarzuci, że Starsze faworyzowałam. Bo o Starszym kilka lat przed narodzinami i po pisałam...a o Młodszym?
Jakoś nie było jak, bo albo strach, albo brak czasu, albo weny.
W moim brzuchu już od 8 miesięcy mieszka Młodsze. Mówią, że dziewczynka. Nadal w to nie wierzę, i nie uwierzę, dopóki jej nie zobaczę obok siebie. Jest to kolejny cud w moim życiu. Cud, który właśnie wesoło czka w moich wnętrznościach i kopie tak mocno, że budzę się w nocy skopana od środka.
Taka przewrotność losu - 14 sierpnia 2015 miałam zabieg po tym jak mojemu dziecku przestało bić serce. Teraz termin narodzin mojej córki to 14 sierpnia. Biorę to za dobry znak, co ma byc to i tak będzie, chcę wierzyć, że będzie tylko dobrze.
W tej ciąży wszystko jest inaczej.
Na początku kompletne zaskoczenie, szok, bo za szybko, niespodziewanie i trochę "niechcący".
Tuż przed zrobieniem testu wyrwanie zęba.
Tuż po pierwszej wizycie antybiotyk na zapalenie zatok. 
Doktorek znalazł mega torbiel na jajniku.
Torbiel atakuje, karetką do szpitala, usunięcie - ale ciąża utrzymana.
Styczeń - kolejny antybiotyk, zapalenie oskrzeli.
Ciągły strach, obawa, ale nie poddajemy się.
W końcu mówimy rodzinie - w 20 tygodniu. Wcześniej się baliśmy. Dowiaduje się Synek. Rozmiękcza nam serca skakaniem z radości, bo będzie starszym bratem.
Póki co, wszystko idzie dobrze.
Byle tak do szczęśliwego finału.
Pracowałam do 30 tygodnia. Potem koniec ze względu na upały. I tak jestem z siebie dumna.
I wkurzają mnie komplementy, tak, tak właśnie komplementy. Bo ile razy można słyszeć - och, jak cuuudownie wyglądasz, powinnaś zawsze być w ciąży!!!! To znaczy że przed ciążą byłam aż takim pasztetem? No kuźwa, paszczur jak nie wiem co, a teraz kwitnie... Wrrrrr
Wiem, czepiam się, ale w ciąży jestem, więc mi trochę więcej wolno, ha! :-))
12:49, naufrago
Link Komentarze (1) »
sobota, 15 sierpnia 2015
historia lubi się powtarzać
Mama zawsze mi mówiła, że ja jestem z tych, co nic im nie przychodzi łatwo. Osiągam wiele (jak na moje standardy - bo Nobla ani jachtu ani kariery nie zrobiłam /nie dostałam), ale wszystko to jest okupione ciężką praca i staraniami.
I oto znowu życie mi się zawaliło. 
Wszystko było pięknie, dziecko rosło, serduszko biło.... i nagle nie wiedzieć czemu wszystko się skończyło. Dzień po powrocie z pięknego urlopu okazało się, że nasze dziecko jest martwe. Dotrwaliśmy do 11 tygodnia
Tylko tyle było nam dane.
No cóż, trzeba brać od życia w dupę, niestety nic na to nie poradzimy.
Ale mój świat znowu runął.
10:23, naufrago
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 lipca 2015
nie do wiary
Że ten czas tak mija
Tyle razy chciałam coś napisać, ale jakoś nie po drodze mi było...
Tyle się zmieniło...
Na szczęście póki co działy się głównie dobre rzeczy
A teraz jeszcze to....
Bo Synek mój ma już 5 lat. Ponad 5 lat. I może na 6 urodziny w marcu dostanie brata lub siostrę...
Póki co trzymamy kciuki. Mocno mocno
23:17, naufrago
Link Komentarze (2) »
czwartek, 14 marca 2013
bezcenne
Bezcenne są chwile z moim synem, gdy zmęczony mruczy, że "zrobi sobie słodką drzemkę w swoim przytulnym łóżeczku", jego miny, które stroi do aparatu, jego sposób mycia zębów polegający na zjedzeniu pasty a potem gryzienie i ugniatanie szczoteczki, jego zapalczywość w kłótni na temat wieku, bo przecież "ja mam 4 latka!", jego smutna mina i tęsknota za psem, którego chwilowo nie ma, jego przytulenie do mamusi, "słodki buziak na pożegnanie" i każda chwila, która się nie powtórzy.
Bezcenna jest mina mojego trzylatka, który rozpakowując dziś prezent szepcze nabożnie"jejku, marzyłem o takim....!"

Ten blog ma złą nazwę. Nazwa się zdezaktualizowała. Nie żebym przestała być żoną, nie, ale jednak bardziej piszę jako matka.
Moje spełnione marzenie 3 lata temu było na świecie od 2 godzin. Nie widziałam go, byliśmy rozdzieleni. Ale wiedziałam, że od tej chwili już na zawsze będziemy złączeni niewidzialną pępowiną. Miłością, której nie da się porównać do żadnej innej. Bo przecież każda miłość jest inna.
Dziękuję Ci Synku za te 3 lata. Za to, że nauczyłeś mnie nowego typu miłości, takiej, która naprawdę może wszystko.
Jesteś najwspanialszym Synem, jakiego można sobie wymarzyć. Nie pływasz, nie jeździsz na nartach, nie znasz jeszcze-o zgrozo-języka migowego ani chińskiego, smoczka odstawiłeś 3 miesiące temu, pijesz mleko z butli, sam wkładasz tylko gacie i czapkę, jesteś trochę histeryczny-po mamusi-i czasem próbujesz mnie kopać.
Ale dla mnie jesteś doskonały. Jedyny, niepowtarzalny, najwspanialszy. Bo zdrowy i szczęśliwy. Radosny i otwarty. I takim pozostań Synku.
Niech żyje Król!
22:06, naufrago
Link Komentarze (2) »
czwartek, 03 stycznia 2013
syn nie może zasnąć
Wiadomo, bez smoczka trudniej.
Nie płacze nigdy
Nie krzyczy, nie wrzeszczy.
Leży, leży, leży w swoim łóżeczku. jak mu się bardzo znudzi to uruchamia meandry swej wyobraźni nadmiernie rozwiniętej przez nadmierne obcowanie z książkami wszelkiego rodzaju. I się zaczyna...
"Maaaamooo, nie mogę znaleźć żyrafy na kocyku!
Chce mi się pić!
Chce mi się siku!
Co robicie?
Gdzie jest piesek?
Dlaczego piesek robi siusiu na dworze?
Chce mi się siku!
Chyba się zsikałem! A nie, oblałem się piciem!
Mogę z wami posiedzieć?
Włącz mi Elemelka! (do posłuchania)
Chce mi się siku!
Przykryj mnie!
Zrób mi dziuplę z kołderki!
Teraz zrób mi norkę, jestem polną myszką!
Zrób mi budę, jestem Reksio!
Chce mi się siku!"
Dziś w końcu wylazł z wyra. Drepcze do mnie, siedzę przy kompie.
"Proszę natychmiast wracać do łóżka, bo zaraz się zdenerwuję i będę niemiła, ale już!" - lekko podnoszę głos żeby zabrzmiało poważnie.
"Nigdy więcej tak nie rób Mamusiu. Poczekam aż się uspokoisz i wtedy porozmawiamy."
Najpierw mnie zatkało. Potem zadławiło śmiechem, w końcu mówię :" Nie zachowuj się tak, wracaj do łóżka"
Na co Syn "To ty się brzydko zachowujesz. A mi jest przykro"

Rozwalił mnie. Kompletnie załatwił. Wyhodowałam sobie Jaszczura, ale za to jakiego inteligentnego :))))I kocham go nad życie:)
23:08, naufrago
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 stycznia 2013
noworocznie, ale bez postanowień
Jeśli miałabym sobie sama złożyć noworoczne życzenia to chyba życzyłabym sobie trochę lepszego zdrowia niż w ostatnim roku i więcej optymizmu i radości z życia, bo jakoś tę ostatnią zagubiłam. Zawsze wkurzali mnie ludzie, którzy marudzą, z igły robią widły, narzekają, a teraz sama popadam trochę w marazm. Może to wina tej nieznikającej zmarszczki na czole, albo uczucia, ze skóra moja jędrność traci i że młodsza już nie będę...Aaaa tam, nie wiem.
Pochwalić się przyszłam.
Chociaż dentyści, ortodonci i pediatrzy może by mnie raczej zlinczowali, ale co tam. Syn mój zasypia bez smoczka. Tak, tak, do tej pory drzemka poobiednia i sen wieczorny nie był możliwy bez smoczka (nigdy nie był nazywany mocio, nynuś czy innymi kretyńskimi nazwami - po prostu Smoczek. Pan Smoczek, największy przyjaciel usypiacz Syna). Syn nasz od początku żywota swojego ziemskiego zasypiał we WŁASNYM ŁÓZECZKU, SAMODZIELNIE, BEZ LEŻENIA Z NIM, CZOCHRANIA, MIZIANA. Po prostu go kładliśmy, buzi buzi i wyjście. A on spokojnie miziając kocyk i ssąc smoka zasypiał prędzej czy później. Cud miód, ukochanie nasze.
Ostatnio do rytuału doszło czytanie dwóch bajek/opowiastek, a potem wyjście i patrz wyżej. DWÓCH TYLKO DWÓCH ZAWSZE DWÓCH.
No i przyszedł czas. Dojrzeliśmy do obalenia władzy smoczka. Chłop ma w sumie prawie 3 lata, głupio trochę i mimo, że aparaty dziś to żaden problem, to wolimy, żeby zęby miał proste z natury (choć pewnie na to za późno)...
No i przyszła wróżka Smoczuszka, zostawiła list, prezent a zabrała smoczka. Syn to zaakceptował. Zasypia jak dawniej, czasem tylko trochę dłużej. Tylko pierwszej nocy obudził się i płakał godzinę. To było rozpaczliwe wołanie o smoczka, myślałam, że mi serce pęknie, że się złamię, ale wiedziałam, że jeśli to zrobię,to kolejny rok ze smoczkiem z głowy. Twarda jestem, rozbawiłam go  w środku nocy, poczytałam , przytuliłam i zasnął. Dał radę. Nasz Zuch kochany, medal mu się należy jakiś. Jest tak dzielny i wspaniały. 6 nocy bezsmoczkowych za nami, Syn jest cudowny. Można już z nim o tym rozmawiac, że smoczka po prostu nie ma!
Cieszę się ogromnie.
Udało się mu szybciej niż mnie.
Ja chodziłam ze smokiem do 4 roku życia.
Mój ojciec do 7go (cichaczem)
Nie chcecie wiedzieć jak wyglądały moje żeby przed prostowaniem.
Popełniam błedy moich rodziców czy to przywiązanie do smoczka w mojej rodzinie jest aż tak silne?
Może my od jakichś Smoków się wywodzimy?
14:16, naufrago
Link Komentarze (1) »
środa, 19 grudnia 2012
czytelnik
Lubię czytać. Bardzo lubię. Zawsze lubiłam. Pamiętam, jaka byłam dumna, gdy w 1. klasie podstawówki poszliśmy wszyscy razem do biblioteki z dzieciakami, całą klasą, wszystkim pani poleciła wypożyczyć jakiś wierszyk, góra tomik wierszyków dla dzieci, a dla mnie miała pokaźną, grubą księgę. Dziś nie pamiętam jaką. Ale pamiętam jej uśmiech i słowa" Dla Ciebie taka, bo wiem, że dużo czytasz i potrafisz pięknie czytać". Duma mnie rozpierała.
Dziś oczywiście nie mam tyle czasu na czytanie ile bym chciała. Ale pożeram książki w tramwajach, autobusach, samolotach, pociągach, na przystankach, w kawiarniach gdy czekam na spóźnialskich...Wykorzystuję każdą chwilę. Bo w domu jest ciężko. Książka przegrywa po pierwsze z Synem, a po drugie z prasowaniem, praniem, sprzątaniem.
Dziecku nie zaczęłam czytać gdy było w moim brzuchu. Bez przesady. Fanaberie jakieś.
Ale zaczęłam gdy tylko się urodził. Od początku. Pokazywałam obrazki, czytałam Brzechwę, Tuwima i wiele innych.
I nic dziwnego, że Panicz kocha czytać. Mamy w domu tyle książek, że regały trzeszczą. Kupuję książki raz na dwa tygodnie. Wiem, wiem, biblioteka byłaby fajniejsza, ale nie poruszam się samochodem, a bieganie do oddalonej biblioteki to zbyt wiele. Poza tym syn zaczytuje książki. Zna prawie wszystko. Może przez 1,5 godziny w skupieniu słuchać, nawet jeśli sąsiad za ścianą wierci, albo muzyka z dołu wali po uszach. Książka jest ważniejsza niż każda zabawka.
Chłopiec ma niecałe 3 lata, a już czytamy "Dzieci z Bullerbyn". Bardzo je lubi. Nie nudzą go nawet dłuższe opowiastki, nawet woli takie. Jest niesamowity. Słucha z otwartą buzią i krzyczy"jeszcze, jeszcze!"
Czasem mam dość. Kolejnej opowieści o żółwiku Franklinie, który jest uosobieniem dobroci i rozsądku, o Scooby Doo, który jest głupszy niż niektórzy nasi politycy, o Misiu i Tygrysku, którzy mają dość niecodzienne, by nie rzec bezdennie głupie problemy, o gadających autach i pociągach, o strażakach, o gadających brokułach i o durnym Emilu, który uwielbia zakładać garnek na głowę.
Czasem zasypiam nad jego czytanką, a on wrzeszczy mi prosto w ucho:"wyśpij się!!!!!" -  co oznacza wstawaj. Masakra. Czasem nienawidzę książek, wolałabym, żeby używał ich jako drogi do samochodzików albo jako karmy dla psa. Ale nie. Kocha miłością bezgraniczną.
No i muszę po raz kolejny czytać.
Czy to normalne?
20:29, naufrago
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
www.flickr.com