|
sobota, 31 grudnia 2011
mój syn się zepsuł
Tak totalnie, całkowicie, zupełnie nieoczekiwanie. Do tej pory uważałam, że mam jakieś niewyobrażalne szczęście, bo dziecko czarujące i kochane, chociaż były trudne momenty, ale szybko o nich zapominałam... W święta wstąpił w niego diabeł. Tzn w dzień cacy cacy a w nocy - przez 3 godziny brak snu, opowiadanie, śmichy chichy, szaleństwo. Potem apogeum - brak snu całą noc, nie spał ani przez chwilę aż do 5 rano. Myślałam że się rzucę przez okno albo żelazkiem się poparzę z własnej nieprzymuszonej woli. Powrót do domu - i w nocy dziecko anioł. A w dzień? Wszystko na nie. Nie będzie spacerował, nie ubierze się, nie zaśnie, nie zje, nie zrobi siku, nie będzie się tym bawił, nie zaczeka, nie napije się, nie nie nie. Masakra. Powaliło mnie to. Wiem, że dojrzewa, rośnie, zmienia się, jest bardziej świadomy, ale to było jak skok na bardzo głęboką wodę. A ja pływać za bardzo nie umiem. Czuję że tracę grunt pod nogami i wyć mi się chce. I tak optymistycznie zaczynam Nowy Rok. Chyba, że go nie dożyję. Ale co tam, nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Wręcz przeciwnie. No to optymizmu wam życzę, sobie też i siły wewnętrznej do walki z przeciwnościami i zdroooowia!
piątek, 23 grudnia 2011
wesołych!!!!
Postanowienie noworoczne - pisać więcej. Póki co jest rok nadal stary więc bez wyrzutów piszę rzadko:) Pomiędzy gadaniem mojego syna - mówi wszystko i ciągle, powtarzając również moje "o rany, kurka wodna, a niech to ..."a włażeniem psa pod nogi, próbuję upiec pasztet i pierniczki. Gotowe. Pyszne - spróbowałam, choć taka jestem że lubię sobie odmawiać wszelkiego próbowania i zjeść dopiero podczas imprezy właściwej - z niecierpliwością czekając, ciesząc się jak dziecko, kosztując z namaszczeniem. Pakuję się, mam już siedem toreb, ale to nie wszystko. zawsze byłam nienormalna pod względem rzeczy "na wszelki wypadek" Wyjeżdżamy dopiero jutro, dziś nie da rady, dlatego apel - Polacy, jedźcie dzisiaj, będziemy mieli jutro spokój na trasie Warszawa-Gdańsk i pomkniemy jak strzała prześcigając Mikołaja. Mój Mikołaj w tym roku za późno się obejrzał i nie ma już tych wymarzonych portfeli - może i lepiej. Po co komu portfel, jak nie ma co w nim nosić, bo całą kasę na święta wydał???:))) Mój syn ma mnóstwo śmiesznych słówek w swoim słowniku: - abusiu - dzikaka - dziukeke - mekekej (kolejno: autobus, dziewczynka, dziękuję, mikołaj) A Maniek złota rączka uczy go hiszpańskiego. No to wesołych, spokojnych, bez pośpiechu, smacznych i pięknych po prostu Świąt Bożego Narodzenia życzę ja i moje trzy chłopaki:)
czwartek, 24 listopada 2011
zaduma nad życiem
Wczoraj fikając nogą i kręcąc bioderkiem w rytm muzyki podczas zajęć gimnastycznych mój umysł zaczął dziwnie pracować. Zrozumiałam, że jakoś mi tak dobrze... Żyję w wolnym kraju, prawie wszystko mi wolno, mam pracę,którą kocham - o co w dzisiejszych czasach nie tak łatwo..., dziecko, które jest spełnieniem moich wielkich marzeń o macierzyństwie, związek, który choć czasem trudny i burzliwy, to chyba jednak na solidnych podstawach, psa, którego sama wybrałam, wychowałam i pokochałam całym sercem, sudoku, które uwielbiam zwłaszcza przed snem, własny rower, o czym zawsze marzyłam, całkiem zgrabne nogi, krzywy nos, który zaakceptowałam,czas, żeby wyjść na kawę z koleżanką i gimnastykę by zadbać o siebie... Żyję tak, jak chcę żyć. Bez mamy piętro wyżej, bez księdza z ambony, w pośpiechu i stresie, ale mimo wszystko chce mi się wstawać co rano - a to chyba już i tak bardzo wiele. Chce mi się nawet wstawać do ryczącego malucha w nocy - choć przyznaję, nie zawsze... I choć po urodzeniu Syna doba skurczyła się niemożliwie, to teraz mój czas wykorzystany jest maksymalnie i najlepiej jak potrafię. Znam na pamięć wszystkie wiersze Brzechwy i Tuwima, bajki polskie i obce, potrafię prowadzić jedną ręką dziecko, a drugą 40kg labradora, zatem idzie mi nieźle... Jakieś takie spełnienie chyba czy co? I choć bywa mi źle jak dziś, bo ponuro i buro, to zauważam detale. Chyba się tego nauczyłam. W lipcu miałam zabieg w szpitalu. Czekając na podanie narkozy i moją kolej (około 3 godziny) czytałam spokojnie "Annę Kareninę" i relaksowałam się na szpitalnym łóżku. Kobieta obok - w moim wieku, czekała na ten sam zabieg. Rozhisteryzowana, trzęsąca się. Zapytała, jak mogę być tak spokojna, wyluzowana, czy ja w ogóle rozumiem to co czytam???? I wtedy dotarło do mnie, że mogę . Już umiem, potrafię. Nauczył mnie tego najwspanialszy na świecie Syn, jego przyjście na świat, które było jak dla mnie cudem, nauczył mnie mój mąż - opoka, z którym syn podczas zabiegu został w domu. Spokojnie pomyślałam o tym, że gdybym się nie obudziła z narkozy, to wiem że dadzą sobie radę. Że mój mąż da radę wychować nasze dziecko tak, jak ja zrobiłabym razem z nim.
sobota, 05 listopada 2011
wyrzut sumienia
Wielki jak Jezioro Bajkał Nie żebym tylko jeden wyrzut sumienia w życiu miała, ale ten doskwiera mi ostatnimi czasy najbardziej. Pies. Mój pies. Pies, którego wzięłam z dobrej hodowli, by go wypieścić, wychuchać, wychować. Moje oczko w głowie, moje pocieszenie, wybawienie z drobnej depresji. Moje hobby, moje wyzwanie, moja wielka miłość. Leży teraz z nosem w moich stopach, ze smutnymi oczami.Wierny, posłuszny, nieskarżący się. Potulny, pocieszny, wspaniały. I piękny do tego. Mam ogromne wyrzuty sumienia, bo obiecałam mu raj a daję jakiś średniej jakości czyściec. Od paru miesięcy zaniedbuję jego, jego spacery, zabawę. Brak mi sił, czasu, zbyt absorbujący jest syn, praca zawodowa, obowiązki domowe. I płakać mi się chce gdy w jego smutne ślepia patrzę. I wierzcie lub nie, ale płaczę czasem z powodu psa. Bo wiem jak bardzo mnie kocha, a ja jego, ale chwilowo nie mogę mu dać tego wszystkiego co bym chciała. Kiedy widzę jego ogon merdający ponad trawami to są to jedne z najszczęśliwszych chwil w moim życiu. albo gdy wraca padnięty po spacerze i wypija miskę wody i pada na pysk - nie podnosząc się do wieczora, to wiem, że to jest to, czego mu brakuje. Czasem nie mogę spać - myślę o tym, czy nie lepiej byłoby mu u kogoś innego - kogoś z ogrodem, kupą forsy i kupą czasu wolnego. Ale gdybym go oddała, serce by mi pękło. I nie mogłabym spojrzeć na siebie w lustrze. Przecież kocham go nad życie. I chcę wierzyć, że to jest najważniejsze - dla niego też.
środa, 19 października 2011
się uzbierało
Wracam by spisać dla potomności jak to pokonywałam zakręty życiowe(albo i nie). uzbierało mi się, więc trochę czytania będzie, tylko kurwa szkoda, że juz raz napisałam 10000000000000000000 słów i mi wszystko zeżarło...Zaklęłam i od razu mi lepiej. Rodos jak Rodos. Piękna wyspa, czarujący hotel romantycznie, bez pośpiechu, na luzie, cudownie...No bo jak może być w takim miejscu. Pierwszy raz razem tak długo bez Synka. Było jak kiedyś, słodko i wspaniale. Potem powrót do polskiej szarzyzny, którą jednakże kocham i...nie wiem jak jest. Może dobrze, a może po prostu przemilczamy pewne sprawy? Bo doszłam do wniosku, że nie warto wszystkiego analizować, przegadywać, omawiać...Po co? Niektóre rzeczy niech trochę w szafie zwanej łbem poleżą, kiedyś przyjdzie czas, by je odświeżyć, albo wyrzucić. Zastanawia mnie tylko jak kobieta młoda, atrakcyjna, chyba szczęśliwa i w szczęśliwym związku może szukać przyjaciela w facecie raczej szczęśliwym, z żoną, dzieckiem i psem. Jak może mu opowiadać najintymniejsze szczegóły swojego życia? Jak może odbierać nam to, co uważałam za najważniejsze w naszym związku - porozumienie dusz, zaufanie, zawierzanie sobie wszystkiego. Nie wyobrażam sobie siebie, jak w przeszłości opowiadam innemu facetowi o problemach z zajściem w ciążę, o poronieniu, o bólu psychicznym nie do zniesienia. Ona nie ma oporów. Poszukuje w moim mężu wsparcia czy zrozumienia, czy pocieszenia? Nie wiem i boję się jej. Chociaż, strach to niewłaściwe słowo...Jak czułby się mój mąż gdybym zdradzała komuś najbardziej"nasze" tajemnice, plany, nadzieje...Nie wierzę w przyjaźń kobiety i mężczyzny, nawet jeśli jedno z nich jest homoseksualne. Myślę, że z jednej strony przynajmniej zawsze jest nadzieja na coś więcej. Wierzę mojemu mężczyźnie, bo nie chcę by nasze życie zamieniło się w koszmar udawanej migreny gdy on chce się z nią spotkać, sprawdzanie kieszeni, przeglądanie maili. Chcę mu wierzyc, ufam,że to ja jestem najważniejsza. Mam wrażenie, że nasze problemy zaczęły się, gdy pojawiła się ona - na początku wg jego słów"głupia, nie lubię jej, daj spokój!". Potem coraz cieplejsze słowa, może nie ciepłe ale takie zwyczajne, przyjazne...Zastanawiam się, jaki jest jej plan, co chce osiągnąć...Może rzeczywiście jest zwyczajną dziewczyną, która szuka bliskości/przyjaźni, ale co jeśli jest inaczej? Bic się nie umiem, jak sobie z nią poradzę??? Nasz Syn od czasu gdy skończył 1,5 roku... mówi. Gada gada gada jak katarynka. Czasem szukam przycisku ON/OFF na plecach, ale nic z tego. Postanowiłam przytoczyć kilka przykładów z bogatego zasobu jego słownictwa: - kukiki "kluczyki" - kopiki "kredki" - dźwi "drzwi oraz dźwig" - bama "banan" - gua "jabłko" - pan, pani, dzieci, dzidzia - moto "motor oraz smoczek" - misio - sisi, kupka - jajo " jego imię tak brzmi wg niego" - ciocia - buciki - nos, włosy, oko - boli, o tu! ała! - daj, oć, śtój! *wszelkie odgłosy zwierząt, sprzętów domowych, narzędzi, itd I WIELE WIELE INNYCH Jest niesamowity, cudowny, wspaniały. Dzień rozpoczyna powitaniem"mama tu, tati tu, ciocia nie" Potem osoby się zmieniają czyli mama i tati sobie idą, a ciocia jest tu:))) Po powitaniu jest mleko i konieczna książeczka na dzień dobry. Dziennie każda książka jest czytana ok 5 razy, a jest ich z 50. Koniecznym elementem jest też obejrzenie atlasu ras psów. Codziennie około 3 razy ( raz z nianią, raz z mamą, raz z tatą) Uwielbia psa, podkarmia go gdy nikt nie widzi, jak mu pies przeszkadza woła głośno SIO! jest w stanie powtórzyć każde słowo, sam tworzy zdania 2 lub 3 wyrazowe. Jest w cudownym okresie.Nasza pociecha, nasze szczęście, nasze Wszystko... No i jeszcze wśród znajomych dziećmi sypnęło! strasznie im wszystkim kibicuję, zwłaszcza S i J, którzy starali sie tak długo i doczekali się...Tak bardzo im się należałó, tak strasznie się cieszę.. I z takim samym mętlikiem w głowie idę spać.
czwartek, 21 lipca 2011
podróż
Lecę. Ratować co się da. Bo chyba się da skoro chcemy razem lecieć. Wierzę, że wrócimy z zapasem sił i miłości. Trzymajcie kciuki. PS. rest, zarzuć mi na maila hasło do bloga, proszę, proszę....
poniedziałek, 11 lipca 2011
do Męża
Dlaczego pozwalamy na to, by wszystko na co tak ciężko pracowaliśmy tak się popsuło? Dlaczego nie jesteśmy ze sobą, lecz obok siebie? Dlaczego chętniej spędzamy czas oddzielnie, bo razem potrafimy tylko oglądać telewizję? Dlaczego mówię, że Cię kocham, ale myślę, że to co Ty czujesz to nie jest miłość? Dlaczego zastanawiam sobie, czy poradziłabym sobie bez Ciebie z dzieckiem i psem? Dlaczego czasami Ci nie ufam? Tak wiele mam pytań, na które nie odpowiesz mi, bo albo nie masz czasu, albo ochoty. Bo twierdzisz, że wymyślam, komplikuję, czepiam się. W erze przed dzieckiem było nam ze sobą dobrze, więc myślałam, że z dzieckiem będzie tak samo lub jeszcze lepiej. Ale nie jest. Czasami czuję się jak samotna matka, spędzam z Małym cały dzień, głaszczę psa, gotuję obiad tylko dla nas dwojga, spaceruję sama, piję kawę sama, odpoczywam sama. Są znajomi, ale to nie z nimi się związałam na teraz i na zawsze. Zatem nie dziw mi się, że miewam pretensje, jestem zazdrosna i obrażona. Chcę odzyskać Ciebie takiego jak kiedyś, chcę odzyskać nasze życie, nas...Wiem, że ludzie się zmieniają, że czasy są inne, inna rzeczywistość nas otacza, ale chyba coś w nas jeszcze zostało z tamtych zakochanych, zafascynowanych sobą ludzi.Kocham moje życie, ale tylko z Tobą, i to nie Tobą zarabiającym pieniądze, ale Tobą ze mną, z nami, w pidżamie,z kubkiem kawy, rozleniwionym na kanapie, z psim pyskiem na kolanie. Czy to co nas łączy jeszcze w ogóle istnieje? Czy to co zbudowaliśmy nie runie za chwilę i nie przygniecie mnie swoim ciężarem?
czwartek, 28 kwietnia 2011
sto lat niech żyję wam!!!
I oto minęłam napis 30 i wpadłam jak śliwka w kompot w wiek 31 lat. Na ulubionym torcie kajmakowym (kupionym) wbiłam świeczki 31 i pożrę zaraz ten tort, zapiję butelką wina i już. I dalej będę tak samo szczęśliwa jak jestem. Mam tak wiele, że nie sposób wyliczyć. W jakiś magiczny sposób spełniło się moje marzenie o dziecku - i to wszystko w moim życiu poukładało...Zrozumiałam co jest naprawdę ważne, co daje szczęście, wiem, że ze wszystkimi drobiazgami sobie poradzę - skoro radzę sobie z byciem mamą - a nie jest to łatwe zadanie. Mam kochającego męża, niesamowitego syna, wspaniałego psa, którego radość na mój widok topi mi serce.Mam zmarszczki na czole, zwisającą skórę miejscami i oponę brzuszną, nie mam kasy na ciuchy, w zasadzie na niewiele rzeczy mam kasę, bo finanse kuleją, ale nie dbam o to. Bo co dzień patrzę na mojego zdrowego syna, jego uśmiech, słyszę jego pierwsze słowa, znam gesty, rozumiem jego pokrzykiwania. Mam męża, który docenia, dba, z którym przy lampce wina wieczorem wałkujemy każdy nowy drobiazg zaobserwowany u Tymcia. Mam pracę, dom, psa. Umiem cieszyć się małymi rzeczami i każdym nowym dniem. Doceniać chwilę, łapać szczęście i łudzić się nadzieją, że nawet gdyby działo się źle, dam radę. Bo nie jestem sama.
wtorek, 08 marca 2011
mein Gott!
Ludzie, mój syn za niecały tydzień będzie miał skończony roczek. Nie mogę w to uwierzyć. Czy to naprawdę ja? Ta z lekka obwisająca skóra pod podbródkiem, te podkrążone oczy, te proste blond włosy? Wciąż czuję się nastolatką. Tą, która miała kręcone afrykańskie brązowe loczki, których jej szczerze zazdrościli i których szczerze nienawidziła. Az przyszła era prostownicy i świat wydał się piękny....Nastolatką, która w prezencie od przyjaciółki z dzieciństwa dostała złamany nos, krzywy jak u Hogaty, bo nikomu się nie przyznała, że go złamała... Nastolatką, którą koledzy wyśmiewali, bo była za chuda - ciekawe kto śmieje się teraz wy podtatusiali brzuchaci panowie? Nastolatką, która nienawidziła fizyki, kochała języki obce, niemieckie seriale detektywistyczne, jazdę na cudzym rowerze bo własnego nie miała i koty, na które okazała się być uczulona... Teraz mam własny piękny wypasiony rower, cudownego psa, że o mężu i synu nie wspomnę. A w głębi duszy i tak jestem fanką New Kids On The Block i tęsknię za oranżadą w proszku i wodą mineralną w szklanych butelkach. I za wakacjami nad Bugiem, zbieraniem jagód i beztroską. I choć nie można mieć wszystkiego, to nie wyklucza to bycia szczęśliwym. Tak zwyczajnie, codziennie, po prostu. Nie wiem czy tak wyobrażałam sobie swoje życie jako dorosłej osoby, ale myślę, że dostałam więcej niż bym chciała.
piątek, 04 marca 2011
kołowrót
W zasadzie nie wiem jak i od czego zacząć... Tyle się dzieje, że zapisuję rzeczy "do zrobienia" w trzech kalendarzach i 4 innych miejscach. Wszyscy mnie ostrzegali, że narodziny dziecka to totalna rewolucja, ale nikt nie powiedział, że prawie w rok od urodzenia rewolucja trwa a doba kurczy się o połowę. Nie mam czasu na pedikiura, czyszczenie butów, zmienianie torebek, więc ciągle noszę tę samą, choć do niczego nie pasuje, na sen, na jedzenie, bo wyrywanie mojego talerza zupy dziecku już mnie nie śmieszy, wolę nie jeść niż walczyć o swoje i na zabawę z psem. No i mam kłopot ze starszym dzieckiem. No bo jestem matką dwojga nie? Kłopot (ten podśmierdujący, czarny i kudłaty) ostatnio mnie niepokoi. Jest osowiały, by nie rzec smutny, całymi dniami śpi, z łaską przyjdzie na wołanie do zabawy, a na spacerze trzy razy przyniesie rzucony patyk - dla świętego spokoju - i ma mnie w nosie. Myślę, że ma lekką depresję, chyba z naszej winy.Spacery się czasowo trochę skurczyły i w ogóle wszyscy bardziej się interesują młodszym...Serce mi się kraje, bo to pies wspaniały i kochany i nie chcę by był smutny. Byle do wiosny i dłuuuuuuuuuuugich spacerów we trójkę... Syn gryzie meble. 6 zębami. Gryzie psa w łapę. Pies liże syna po rękach. Syn ślini moje włosy. Gonię syna by mu zmienić pieluchę. Syn ucieka na dwóch. Pies goni syna bo wyczuł kupę, a ten zapach uwielbia. Potykam się o psa. Syn pęka ze śmiechu. Pies wskakuje mi na klatę przewróconą. Syn łapie psa za ogon.... Uffffffffffffffffffff Wesoło jest. Tymek wiecznie uśmiechnięty, rozradowany. Kochany, wspaniały. Umie bardzo wiele i powiedział swoje pierwsze słowo, brzmi ono:"ŚPI" To o psie. "Co robi piesek Tymku?" "ŚPI" |
Archiwum
Zakładki:
Innych pisanie godne polecenia
|